poniedziałek, maja 22, 2006

Czwarta sesja? A czwarta. Za nami? A za nami.

Dobry wieczór.

Dziś wystąpiliśmy w tradycyjnym składzie i nietradycyjnym miejscu. To znaczy na działce.
A działo się dziś, oj działo. To znaczy - akcja 80% bez wygłupów spada w mojej opinii do 60%, Crokus mówi, że do 30%, ale to defetyzm. Za szerzenie defetyzmu przenosimy do kampanii karnej :P (tak to jest emotka, nieprędko następną tu ujrzycie, ale to tak, by podkreślić, że nikt nikogo do kompanii karnej wysyłał nie będzie) Powiedzmy, że w następnej sesji znowu zaatakujemy 100%, dobra? Co dalej? Było trochę akcji, torchę role playowania i kapitalna, dynamiczna walka finałowa. Gratulacje, bez Was nie wyszłaby nawet w połowie tak fajna. Ja piszę już następny scenariusz.

sobota, maja 20, 2006

Z kamerą wśród zwierząt.

Dzień dobry.

Dziś zajmiemy się Ogrem rokugańskim. Jak widać na załączonym obrazku przeciętny osobnik tego gatunku to kawał schaba, zdolny do przerabiania samurajów na kotlety. Szybki, dobrze wyszkolony i twardy - niewielu miałoby z nim szanse w walce 1 na 1. Pani Tando wprawdzie jednego tak zabiła, ale zrobiła to wbrew szansom. Tym bardziej należą się jej za to gratulacje.
Ogry chociaż bardzo silne i odporne mają jednak swe słabości, nie są bystrzakami i grupka samurajów, która ma opracowaną własciwą taktykę i dobrze zna swoje możliwości może bez strachu stawać naprzeciw ogrów.

Odcinek trzeci.

Czołem.
Noc już późna, ja jestem lekuchno przemęczony. Piszę magisterkę na pełnych obrotach, a nijak mi nie wychodzi. Myślę, że odprężę się pisząc o czymś innym niż prawo, a i dla Was będzie to milsza lektura, niż gdybym miał wklejać to kolejne rozdziały mojej pracy, no nie?

Nie wiem czy pamiętacie, ale nasi bohaterowie dotarli do Miasta Uderzającego Gromu. Port Modliszek przywitał ich spowity bielą. Biała kimona, białe flagi, smutek i żałość na ulicach. Krótkie dochodzenie wykazało, że umarł właśnie miłościwie nam panujący Hantei XXXVIII. Po dokładniejszym zbadaniu sprawy okazało się, że władca umarł na chorobę zwaną Bayushi Shoju, czyli cesarza zabił facet stojący na czele klanu Skorpiona. No cóż - umarł cesarz, niech żyje cesarz. Co więcej, nasz świeżo rozkwitły kwiatuszek (czyli nowy cesarz) Hantei XXXIX zdażył już rozwiązać rodzinę Akodo. Ma chłopak jaja. Ale czy ma rozum?

U Modliszek w tym czasie trwa narada. Oficjelowie wielu klanów starają się dojść do porozumienia. Sytuacja jest poważna, atak Żurawia na Kraba wisi na włosku, na dodatek po śmierci Hantei nastąpił drobny zamęt i nie ma już co liczyć, że cesarz każe Żurawiom się uspokoić. No chyba,że w grę wchodzi seans spirytystyczny. Z ważnych person odnotowano tu obecność Yoritomo - daymio Modliszki, Hida Kisady - daimyo Kraba, Tsuruchiego - daymio Osy i Ide Tadajiego - szef dyplomacji Jednorożca.

Ale zostawmy wielką politykę na boku. Nasi bohaterowie rozbiegli się po mieście. Jak zwykle każdy za swoimi sprawami. Pani Senryuu i Tonomaru sprawdzili pogłoski o śmierci cesarza (prawdziwe jak diabli), Hida Katsumi sprawdził swoje kontakty, a pani Otaku Tando udała się do świątyni Osano Wo, by skorzystać z mądrości tamtejszych mnichów. Później wszyscy wrócili do pałacu, w którym ich zakwaterowano. Gdy tam przybyli okazało się, że pani Moshi Wakiza będzie wdzięczna, jeśli zechcą poświęcić jej trochę czasu. Wszyscy udali się na górę do jej komnat, jedni chętnie, a Tonomaru jeszcze chętniej. Pani Wakiza wręczyła wspaniałe kimona naszym bohaterom, a pan Tonomaru dostał w prezencie wachlarz pani Wakizy. Nie muszę chyba mówić, co to oznacza. Muszę? Gdy w Rokuganie dziewczę daje chłopcu wachlarz, to dyskretnie daje do zrozumienia, że teges... no, że chemia zachodzi. Ponadto Tonomaru został poproszony o pełnienie funkcji yojimbo pani Moshi, nie musze dodawać, że dla naszego bohatera zabrzmiało to jak "urodziny dwa razy do roku".

Odbyła się uroczysta kolacja, podczas której Yoritomo pochwalił bohaterów za dzielną postawę, a pan Kisada w radosnym uniesieniu wywołanym dumą z osiągnięć podwładnego zaoferował, że Hida Katsumi zostanie yojimbo pani Wakizy, by bronić jej w dalszym ciągu. Kisada nie jest naiwny, to kawał cwaniaka, nie dba o elegancję i nie unosi się dumą. Ale czasami zgrywa prostolinijnego trepa. Jednak podczas rozmowy w 4 oczy wytłumaczył Katsumiemu o co chodzi - Wakiza ma jechać do Kyuden Kitsune, by wciągnąć klan Lisa do sojuszu Yoritomo. Sojusz będzie walczył z Żurawiem, więc wspierając sojusz Katsumi broni Kraba. Nasz bohater zaakceptował rozkaz i wszyscy rozeszli się w swoją stronę.

Droga do Kyuden Kitsune mijała spokojnie. Króki rejs, wysadzenie w Mieście Samotnego Brzegu i krótka podróż przez Kitsune Mori w stronę Kyuden Kitsune. Harmonię wojaży zakłóciło odnalezienie opustoszałej wioski, której mieszkańcy zostali wybici przez coś wielkiego. Podejrzenie padło na ogry, względnie oni. Ustalono, że było 3-4 napsatników olbrzymiej postury, lecz towarzyszył im jeden człowiek.

Wieczorem tego dnia doszło do walki. Drużyna dotarła do świeżo spalonej gospody, a pani Tando ściągnęła uwagę ogrów ba bohaterów. Wśród zgliszcz zajazdu, po zmroku, w strugach ulewnego deszczu doszło do walki. Była ona zacięta i bezpardonowa. Trójka ogrów uderzyła na bohaterów. Ogr w świecie L5K to kawał bestii. Pan Katsumi padł, po nim pani Shosuro Senryuu (zanim jednak padła straszliwym ciosem powaliła jednego z napastników), przyszła też kolej na panią Tando, która wcześniej w walce 1 na 1 pokonała jednego z napastników. Padły też wszystkie ogry. Kiedy wydawało się, że już po wszystkim i Tonomaru chciał się wziąć za opatrywanie rannych pojawiła się jeszcze jedna postać. Był to samuraj zakuty w czarną zbroję, na plecach miał sashimono z monem Daigotsu - ponurego generała Krain Cienia. Był to ojciec Tonomaru, który rzucił swemu synowi wyzwanie. Wśród ruin spalonej gospody ojciec i syn stanęli do pojedynku...

piątek, maja 12, 2006

I jeszcze jedna sesja za nami.

Dobry wieczór.

Niedawno wróciłem z sesji. Wydaje mi się, że było fajnie. Dowiedzieliśmy się wiele o sobie. Przekonałem się, że w środku każdego siedzi taki mały gamista, który lubi komuś przejechać mieczem po buzi. Dowiedzieliśmy się też z jakich okazji nosi się białe kimona. Co ponadto - akcja "100% bez wygłupów" okazała się akcją, powiedzmy coś koło "80% bez wygłupów", czyli nieźle. Największy problem z powstrzymywaniem się od wygłupów mam chyba ja. Ale i tak jetem zadowolony. A Wy?

piątek, maja 05, 2006

Odcinek drugi.

Siema!

Nadeszła pora, by opowiedzieć Wam, co działo sie na drugiej sesji. Wystąpiliśmy w stałym składzie (Aghad, Crokus, Dune^^, Ogion, no i ja), rozgościlismy się w pokoju Aghada. Za ścieżkę dźwiękowa jak zwykle posłużyła składanka japońskich utworów tradycyjnych. Graliśmy około pięciu godzin.

Jak zapewne pamiętacie, zostawiliśmy naszych bohaterów w palarnii opium, gdzie przebywała porwana pani Moshi Wakiza. Porywacze zostali wymordowani, pani Wakiza uwolniona, ale okazało się, że na mostku, będącym jedyną drogą powrotu stoi pani Kakita Mikami.

Bohaterowie początkowo zignorowali panią Mikami, zajmując się dokładnie uratowaną pania Wakizą. Tonomaru rozciął jej więzy, ona akurat odzyskała przytomność i skierowała wzrok na swojego wybawcę, ich spojrzenia zetknęły się, zaiskrzyło i wszyscy byli świadkiem narodzin nowego uczucia.
W tym samym czasie Shosuro Senryuu krwawiła. Zostałą ciężko ranna w walce z porywaczami, więc Tonomaru oderwał się na chwilę od pani Wakizy i założył opatrunki. W tym samym czasie pani Tando zniszczyła ładunek opium.

Pani Kakita Mikami, zniecierpliwiona, donośnym głosem wyzwała na pojedynek championa pani Wakizy. Ta zaś słabym głosem poprosiła Tonomaru, by bronił jej honoru. Tak też się stało. Na mostku obydwoje stanęli naprzeciw siebie do pojedynku iaijutsu. Pani Kakita nie wytrzymała wojny nerwów i jej ciało zsunęło się do wody. Pan Hida Katsumi poszedł wypytać ronina ze szramą o dalsze zamiary(i bez oka), ale okazał się on honorowym człowiekiem, uznającym zwycięstwo Tonomaru. Wyjawił też swoje imię - Dairya. Następnie odszedł swoją drogą. Być może jeszcze kiedyś się spotkają.

Gdy powróćono do gospody doszło do kolejnego pojedynku. Pani Otaku Tando i ronin Isamu żywili ku sobie urazę (patrz odcinek pierwszy) i teraz doszło do pojedynku. Możliwości przeciwników były bardzo wyrównane, jednak to pani Tando dobyła miecz i jednym czystym cięciem ścięła przeciwnika. Eta uprzątneli ciało zabitego.

Następnie nastąpił ten moment w którym pani Senryuu użyła swoich kontaktów, by się dowiedzieć co jest grane. Okazuje się, że w ręce klanu Żurawia wpadły plany obronne klanu Kraba i wykazały one, że więcej Krabów niż zazwyczaj stacjonuje na murze, zaś pozostałe granice klanu są niebronione. Żuraw postanowił wykorzystać tą sytuacje i uszczknąc nieco ziem Kraba dla siebie. Jedyną nadzieją dla obrońców muru jest powstający właśnie sojusz Yoritomo. Kilka pirackich rajdów i Żuraw będzie musiał poświęcić większe siły do ochrony wybrzeża, tym samym nie znajdując dosyć wojsk, by zagrozić Krabom.
Żuraw najwyraźniej wiedział o tej możliwości, dlatego postanowił uwięzić na swoim terenie panią Wakizę. Otaku Tando szybko przekonała się, że namiestnik zakazał statkom opuszczać port.

Gdy wszyscy udali się porozmawiac o tym w pokojach pani Wakizy zauważyli, że pan Doji Bantaro, pod pozorem troski o bezpieczeństwo pani Moshi zaprasza ją do swej rezydencji. Wiadomo, ze chodziło mu raczej o to, by mieć panią Moshi Wakizę na oku, ale nie bardzo było się jak wyłgać. Wspólnymi siłami jednak drużyna wymysliła jak w taktowny sposób odmówić niechcianej gościny.

Gdy wszyscy podzielili się zdobytą wiedzą nastąpiła chwila prawdy. Okazało się, że klan Krba doskonale wiedział o zdrajcy, któy sprzedał plany obronne klanu Żurawiom. Kraby najchętniej zwolniłyby cześć ludzi z Muru, ale nie mogą tego zrobić - Krainy Cienia mocno naciskają. Co więcej - pan Hida Katsumi opuścił ziemie swego klanu własnie po to, by znaleźć zdrajcę. Podczas dyskusji widoczna była również nieufonośc pani Tando wobec pani Senryuu.

Wniosek z dyskusji był następujący - pani Wakiza musi dostać się do Miasta Gromu, by spotkać się z Yoritomo. Co prawda pan Doji Bantaro zabronił statkom opuszcać port, jednak cumujący w mieście kupcy Yasuki nie byli poddanymi Żurawia i zgodzili się zabrać bohaterów do Miasta Gromu. Pani Tando miała jednak opory przed łamaniem zakazu namiestnika, dlatego drużyna nie opuściła Miasta Zimnego Wichru na pokładzie statku. Miast tego udali się do jednej z pobliskich wiosek rybackich, gdzie czekali już na nich kupcy Yasuki, by wspólnie pożeglować do wysp klanu Modliszki.

Postanowienie noworoczne.

Cześć!
Analizowałem sobie ostatnie sesje. I te w L5K i te poza nim. I szukałem swoich błędów. Jasne, fajnie się z Wami bawię, ale zawsze można coś poprawić. Adaptuj, adoptuj, ulepszaj, jak mawiał John Cleese jako Robin Hood. Siadłem zatem, wyciągnąłem kartkę i przeprowadziłem analizę. Wnioski są następujące:
1. Ograniczyć śmiechy i komentarze rzucane poza sesją.
2. Nie wolno nie pić piwa po zgaszeniu światła.
3. Chuck Norris ma 10z10 na obrażenia.
4. Koziołek Matołek musi dojść do Pacanowa.

Następnie wziąłem książkę Kornela Makuszyńskiego i stwierdziłem, że Matołek już do Pacanowa dotarł. Norris powinien zadawać 11z11 obrażeń. Postulat z piwem również był błędny - to znaczy nie był kłamstwem, ale tylko połową prawdy, bo przed zgaszeniem światła też nie można nie pić piwa. Pozostaje zatem kwestia śmiechów na sesji. Wiecie - ja lubię się z Wami śmiać, ale kurcze, by się pośmiać to możemy się spotkać sami z siebie. Nie potrzebuję RPG, by walić kwaśnymi tekstami, no nie? Proponuję zatem akcję "100% bez robienia sobie jaj" (no powiedzmy 95%).
Od następnej sesji, Wasz Drasiu przestaje się wygłupiać.
Jak nie chcecie możecie nie wierzyć. Ja sam nie wierzę. Ale się postaram.