czwartek, września 27, 2007

Odcinek dziewiąty.

Witajcie kochani gracze.

Dziś zebraliśmy się, by poznać najnowsze wydarzenia w Rokuganie. A działo się niemało. Niemało to eufemizm, porównywalny z nazwaniem Atlantyku sadzawką. Strasznie dużo się działo. Ot co!

Zacznijmy naszą historię od przejścia granicy. To taki graniczny punkt opowiadania, więc nieźle można stąd wystartować.

Lato się już skończyło (chociaż patrząc po postach - z dużą nonszalancją podchodzę do pór roku w naszej kampanii), liście opadały z drzew, a ulewny deszcz zamieniał trakty w strumienie błota. Było tak szaro i deszczowo, że można było pomyśleć, że nie gramy w L5K, tylko w jesiennego Warhammera. Tylko Skaveni nie wyskoczyli, ale czaili się w krzakach, tylko im się nie chciało.

Nasi bohaterowie przekroczyli już granicę między ziemiami Zurawia a Kraba. Granica była opustoszała, jedynie deszcz wydawał odgłos, bębniąc o ziemię. Po pół godzinie drogi, z ciemności wynurzyły się plecy piechoty Zurawia. Zatem wojna wybuchła na nowo, a gracze znaleźli się między strażą przednią, a głównym trzonem sił. Nasi bohaterowie starali się przedostać i ruszyć w stronę Shiro Morito, lecz nie dało się po dobroci. Nastąpiła chwila agresji i gracze ruszyli w dalszą drogę, bogatsi o jeńca - dowódcę wspomnianych piechurów.

W Shiro Morito ugoszczono bohaterów jak należy, przesłuchano również jeńca. Co ciekawe - oficerowie wroga zostali poinstruowani, że w okolicy działań wojennych będzie się kręcić pani Wakiza wraz z orszakiem, którą to grupę należy koniecznie pojmać i zniewolić. A jeśli się nie da - zabić. Jeniec ponadto dał słowo honoru, że będzie grzeczny, więc nawet pozwolono mu zachować broń.

Już następnego dnia armia Zurawia zjawiła się pod zamkiem. Wprawdzie główny trzon armii ruszył na zachód, na Kyuden Hida, na miejscu zostały jednak siły oblężnicze i oblężenie się zaczęło. Jednak Kaiu Morito miał w zanadrzu swą wunderwaffe - kilkudziesięciu dotkniętych skazą cienia samurajów Kraba, pragnących oddać swe życia za klan zasiliło szeregi obrońców. Ponadto pani Wakiza i jej przyjaciele również nie są siłą, z którą warto zadzierać. Doszło do jednego szturmu, ale został błyskawicznie odparty i na tym się skończyło.

Po kilku dniach względnego spokoju noc zamieniła się w piekło. Shugenja budzili się z wrzaskiem, brocząc krwią z nosa, opętani samurajowie chwycili za broń, wpadając w szał. To znak, że stało się coś strasznego. Dalsza część nocy upłynęła na walce z oszalałymi, skażonymi samurajami, w tym i z najsilniejszym z nich. Rano zjawił się posłaniec Zurawi i zaproponował rozejm.

Po kilku dniach z zachodu nadciągnęły niedobitki Kraba i Zurawia, niosąc marsowe wieści. Zuraw uderzył na tyły Krabów broniących Muru. Mur upadł, Kyuden Hida spłonęło, Hida Kisada zginął, Podobież jego syn Yakamo i córka O-ushi. Odwrotem dowodzi Hida Sukune, który chce dotrzeć jak najszybciej do Beiden i tam stawić czoła nadciągającym wojskom. Doświadczeni dowódcy wiedzą, że nawet na przełęczy Beiden nie da się powstrzymać Krain Cienia garstką niedobitków.

wtorek, września 18, 2007

Doji Hoturi

Dziś w programie "Gwiazdy i Rozgwiazdy" opowiemy słów kilka o Dojim Hoturim.

Młody daimyo klanu Żurawia niedawno objął swoje stanowisko. Było to jednak konieczne - poprzedni władca klanu i ojciec Hoturiego zarazem mianowany został Szmaragdowym Championem, więc ktoś musiał przejąc schedę.

Wielu mówiło, że Hoturi sobie nie poradzi - że jest zbyt nieodpowiedzialny, niedojrzały, ba wręcz za miękki. Ale nowy daimyo starał się ze wszech sił pokazac, że jest godnym następcą swego ojca. Szybko okazało się, że za maską lekkoducha, próżniaka i bawidamka kryje się doświadczony dworzanin i niebezpieczny szermierz. Zaś w sprawach militarnych zawsze może on liczyć na fachową radę swego młodszego brata - Doji Kuwanana, pod którego dowództwem armie Żurawia zyskały nowe możliwości.
Chociaż brak mu sławy Kisady, geniuszu Toturiego, miłości jaką otaczany jest Yokatsu, bezwzględności Shoju czy mądrości Ujimitsu, to mimo to jest liczącym się graczem na scenie politycznej. I choć brak mu doświadczenia, zawsze może liczyc na pomoc ojca.