Odcinek siódmy oraz ósmy.
Cześć!
Minął rok od ostatnich wpisów na moim blogu. Myli się jednak ten, kto sadzi, że do żadnych sesji nie doszło. Bzdura! Rozegraliśmy 2 sesje! Co wprawdzie nie jest wybitnym osiągnięciem, jednak mając na uwadze jak bardzo nasza drużyna została rozproszone okazuje się to całkiem niezłym wynikiem. Dzisiejszy opis nieco pobieżny, bo niewiele już pamiętam.
O ile dobrze pamiętacie opuściliśmy naszych bohaterów, gdy po przydługim odcinku szóstym stali na polu bitwy, którą najprawdopodobniej wygraliby, gdyby nie interwencja samego Cesarza.
Po bitewnych przeżyciach pani Wakiza musiała ruszyć na północ, by spotkać się z tajemniczym ktosiem. Oczywiście, jej przyjaciele ruszyli wraz z nią, by po kilkunastu dniach podróży wkroczyć na ziemie klanu Żurawia, minąć Otosan Uchi i skierować swe kroki do świątyni Wrony.
Wrona w Rokuganie to ptak poświęcony samemu Shinsei, więc jak nietrudno się domyślić roiło się to od pielgrzymów. Jednym z nich miał być właśnie tajemniczy przyjaciel Wakizy. Okazało się jednak, że nasi dzielni bohaterowie dotarli do celu nieco za wcześnie, udali się zatem do zacisznej gospody parę godzin jazdy od świątyni (by nie ściągać nadmiernej uwagi Żurawi). W miarę jak oddalali się od ośrodka kultu religijnego ustawało wszelkie zamieszanie na drogach. Ledwie parę godzin, a jakby udali się do innego świata - cichego i spokojnego.
Już tylko mostek dzielił ich od zakrętu wiodącego wprost do gospody. Wokół cisza i spokój, jedynie dwóch pielgrzymów kilka metrów przed nimi. Oczywiście pielgrzymi jak to pielgrzymi - nie można było rozpoznac ich twarzy, gdyż w Rokuganie pielgrzymi noszą na głowach cos na kształt wiklinowego koszyka z otworami na oczy.
Jakież zatem było zdumienie graczy, gdy dwóch pielgrzymów zostało zaatakowanych przez oddział ninja. W tej samej chwili na panią Wakizę i jej orszak uderzyła zaczajona w krzakach banda roninów.
Dość dodać, że wszystkie strony zdarzenia były bardzo zaskoczone, szybko jednak otrząsneły się z początkowego szoku i przystąpiły do wycinania sobie nawzajem flaków. Pielgrzymi walczyli jak diabły, chociaż jeden z nich padł nieprzytomny, gdy wbiła się weń strzała. Nasi bohaterowie również przystąpili do walki, a ponieważ nie byli pewni kto jest groźniejszy - ninja czy roninowie na wszelki wypadek wycieli jednych i drugich.
Z pewnością Rokugan stał się przez to nieco bezpieczniejszym miejscem.
Po walce pielgrzymi i bohaterowie udali się dp gospody. Tam opatrzyli rany (okazało się, że młodszy pielgrzym został zraniony strzałą zatrutą, szcześliwie pan Katsumi znalazł dlań odtrutkę przeszukując obozowisko ninja). Wypoczęli, pooganiali się od szpiegów i tak dalej. Po jakimś czasie odgrywania pielgrzymi postanowili odkryć swe karty i ujawnić swą tożsamość.
Okazało się, że jeden z pielgrzymów to Doji Hoturi, drugi zaś zwał się Kakita Toshimoko. Czyli daimyo klanu Żurawia wraz z opiekunem. Co robili oni ukrywając się pośrodku własnego kraju, ścigani przez zabójców? Dobre pytanie. I dlaczego gdy jeden Hoturi pielgrzymuje, drugi zasiada na tronie wszczynając wojny z kim popadnie?
Pielgrzym utrzymywał, że to on jest prawdziwym Hoturim. A tamten na tronie to bestia z piekła rodem.
Tej nocy na gospodę napadli ninja. Rozegrała się piękna walka wraz z ogniem, bieganiem po schodach i takimi tam. Ranek zastał naszych bohaterów wsród zgliszczy ruiny z tuzinem zarąbanych ninja dookoła(koniec sesji 7).
Nad ranem do gospody przyjechał nowy gość. Niepozorny mężczyzna, drobny, nie rzucający się w oczy wraz z czwórka yojimbo (dla odmiany rzucających się w oczy). Był to własnie pielgrzym oczekiwany przez Wakizę. Rozpoznał on dóch pielgrzymów (z pewnym zaskoczeniem dodajmy) i z zaciekawieniem wysłuchał całej dotychczasowej historii. Doszło do narady.
Dowiedzieliśmy się wtedy, że za całą sprawą stoi tajemniczy samuraj Kraba, który ,działając w porozumieniu z nieokreślonymi siłami, doprowadzić chce do wielkiego zła w Rokuganie.
Wakiza i jej ludzie zaoferowali się ruszyć za złem w stronę ziem Kraba (gdyż tam własnie wyruszył nasz łobuz). Natomiast przybysz zgodził się zaopiekowac Hoturim i Toshimoko. Chociaż nie było to cały czas wprost powiedziane gdzieś tam między wersami wyczytać można było, że tajemniczy przybysz to Shiba Ujimitsu, daimyo Feniksa, który jak co roku, odbywał pielgrzymke religijną do świątyni Shinsei.
Pan Ujimitsu uciął sobie krótka pogawędkę z Tonomaru, oświecił go na czym polega "Droga Feniksa" i bohaterowie ruszyli w drogę.
Juz na pograniczu ziem Kraba zostali zaatakowani przez bandę nieumarłych Moto, którym przywodził samuraj łudząco podobny do zdrajcy, którego szukali. Walka rozegrała się w strugach deszczu, bohaterowie znów wykazali się niezwykła odwagą i w końcu powalili przywódcę napastników. Jakież było ich zdziwienie, gdy okazało się, że nie był to samuraj którego szukali, lecz demon, któremu ów samuraj zaprzedał duszę.
Tym samym stało się jasne - poszukiwany samuraj Kraba działa w porozumieniu z Krainam i Cienia...
Minął rok od ostatnich wpisów na moim blogu. Myli się jednak ten, kto sadzi, że do żadnych sesji nie doszło. Bzdura! Rozegraliśmy 2 sesje! Co wprawdzie nie jest wybitnym osiągnięciem, jednak mając na uwadze jak bardzo nasza drużyna została rozproszone okazuje się to całkiem niezłym wynikiem. Dzisiejszy opis nieco pobieżny, bo niewiele już pamiętam.
O ile dobrze pamiętacie opuściliśmy naszych bohaterów, gdy po przydługim odcinku szóstym stali na polu bitwy, którą najprawdopodobniej wygraliby, gdyby nie interwencja samego Cesarza.
Po bitewnych przeżyciach pani Wakiza musiała ruszyć na północ, by spotkać się z tajemniczym ktosiem. Oczywiście, jej przyjaciele ruszyli wraz z nią, by po kilkunastu dniach podróży wkroczyć na ziemie klanu Żurawia, minąć Otosan Uchi i skierować swe kroki do świątyni Wrony.
Wrona w Rokuganie to ptak poświęcony samemu Shinsei, więc jak nietrudno się domyślić roiło się to od pielgrzymów. Jednym z nich miał być właśnie tajemniczy przyjaciel Wakizy. Okazało się jednak, że nasi dzielni bohaterowie dotarli do celu nieco za wcześnie, udali się zatem do zacisznej gospody parę godzin jazdy od świątyni (by nie ściągać nadmiernej uwagi Żurawi). W miarę jak oddalali się od ośrodka kultu religijnego ustawało wszelkie zamieszanie na drogach. Ledwie parę godzin, a jakby udali się do innego świata - cichego i spokojnego.
Już tylko mostek dzielił ich od zakrętu wiodącego wprost do gospody. Wokół cisza i spokój, jedynie dwóch pielgrzymów kilka metrów przed nimi. Oczywiście pielgrzymi jak to pielgrzymi - nie można było rozpoznac ich twarzy, gdyż w Rokuganie pielgrzymi noszą na głowach cos na kształt wiklinowego koszyka z otworami na oczy.
Jakież zatem było zdumienie graczy, gdy dwóch pielgrzymów zostało zaatakowanych przez oddział ninja. W tej samej chwili na panią Wakizę i jej orszak uderzyła zaczajona w krzakach banda roninów.
Dość dodać, że wszystkie strony zdarzenia były bardzo zaskoczone, szybko jednak otrząsneły się z początkowego szoku i przystąpiły do wycinania sobie nawzajem flaków. Pielgrzymi walczyli jak diabły, chociaż jeden z nich padł nieprzytomny, gdy wbiła się weń strzała. Nasi bohaterowie również przystąpili do walki, a ponieważ nie byli pewni kto jest groźniejszy - ninja czy roninowie na wszelki wypadek wycieli jednych i drugich.
Z pewnością Rokugan stał się przez to nieco bezpieczniejszym miejscem.
Po walce pielgrzymi i bohaterowie udali się dp gospody. Tam opatrzyli rany (okazało się, że młodszy pielgrzym został zraniony strzałą zatrutą, szcześliwie pan Katsumi znalazł dlań odtrutkę przeszukując obozowisko ninja). Wypoczęli, pooganiali się od szpiegów i tak dalej. Po jakimś czasie odgrywania pielgrzymi postanowili odkryć swe karty i ujawnić swą tożsamość.
Okazało się, że jeden z pielgrzymów to Doji Hoturi, drugi zaś zwał się Kakita Toshimoko. Czyli daimyo klanu Żurawia wraz z opiekunem. Co robili oni ukrywając się pośrodku własnego kraju, ścigani przez zabójców? Dobre pytanie. I dlaczego gdy jeden Hoturi pielgrzymuje, drugi zasiada na tronie wszczynając wojny z kim popadnie?
Pielgrzym utrzymywał, że to on jest prawdziwym Hoturim. A tamten na tronie to bestia z piekła rodem.
Tej nocy na gospodę napadli ninja. Rozegrała się piękna walka wraz z ogniem, bieganiem po schodach i takimi tam. Ranek zastał naszych bohaterów wsród zgliszczy ruiny z tuzinem zarąbanych ninja dookoła(koniec sesji 7).
Nad ranem do gospody przyjechał nowy gość. Niepozorny mężczyzna, drobny, nie rzucający się w oczy wraz z czwórka yojimbo (dla odmiany rzucających się w oczy). Był to własnie pielgrzym oczekiwany przez Wakizę. Rozpoznał on dóch pielgrzymów (z pewnym zaskoczeniem dodajmy) i z zaciekawieniem wysłuchał całej dotychczasowej historii. Doszło do narady.
Dowiedzieliśmy się wtedy, że za całą sprawą stoi tajemniczy samuraj Kraba, który ,działając w porozumieniu z nieokreślonymi siłami, doprowadzić chce do wielkiego zła w Rokuganie.
Wakiza i jej ludzie zaoferowali się ruszyć za złem w stronę ziem Kraba (gdyż tam własnie wyruszył nasz łobuz). Natomiast przybysz zgodził się zaopiekowac Hoturim i Toshimoko. Chociaż nie było to cały czas wprost powiedziane gdzieś tam między wersami wyczytać można było, że tajemniczy przybysz to Shiba Ujimitsu, daimyo Feniksa, który jak co roku, odbywał pielgrzymke religijną do świątyni Shinsei.
Pan Ujimitsu uciął sobie krótka pogawędkę z Tonomaru, oświecił go na czym polega "Droga Feniksa" i bohaterowie ruszyli w drogę.
Juz na pograniczu ziem Kraba zostali zaatakowani przez bandę nieumarłych Moto, którym przywodził samuraj łudząco podobny do zdrajcy, którego szukali. Walka rozegrała się w strugach deszczu, bohaterowie znów wykazali się niezwykła odwagą i w końcu powalili przywódcę napastników. Jakież było ich zdziwienie, gdy okazało się, że nie był to samuraj którego szukali, lecz demon, któremu ów samuraj zaprzedał duszę.
Tym samym stało się jasne - poszukiwany samuraj Kraba działa w porozumieniu z Krainam i Cienia...

0 Comments:
Prześlij komentarz
<< Home